z zamiłowania do piłki nożnej
Menu
0 Comments

Liga Mistrzów zbliża się do nas wielkimi krokami. Wraz z nią pragniemy przypomnieć Wam niektóre wydarzenia z przeszłości, o których wymagający kibic piłki nożnej powinien pamiętać. Na pierwszy ogień pójdzie finałowe starcie Realu Madryt ze Stade Reims!

Wtedy się wszystko zaczęło…

Dokładnie 4 września 1955 roku zaczęły się pierwsze w historii rozgrywki o Puchar Europy Mistrzów Klubowych (obecnie nazywane Ligą Mistrzów UEFA). Wtedy to właśnie, 16 drużyn wzięło udział w zmaganiach, a wśród nich znalazł się polski zespół Gwardia Warszawa, która odpadł w pierwszej rundzie z drużyną ze Szwecji – Djurgandens IF, przegrywając 4:1. Wówczas jedyną bramkę dla zespołu z Warszawy zdobył Krzysztof Stanisław Baszkiewicz. Nasi rodacy odpadli, ale starsi kibice na pewno po dziś dzień wspominają finał tych rozgrywek, a mianowicie 13 czerwca 1956. Od tamtej pory rozgrywki zaczęły przybierać na oglądalności i rozgłosie. Dziś uważane są za najbardziej prestiżowe rozgrywki klubowe na świecie.

Historia, która nigdy się nie kończy

13 czerwca 1956 miał miejsce mecz finałowy Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Real Madryt podejmował Stade Reims i to właśnie wtedy madrytczycy zaczęli passę zdobywania tytułu najlepszej drużyny świata, która trwa aż do dziś. Każdy z nas doskonale wie, że „Królewscy” są rekordzistami z trzynastoma trofeami na swoim koncie, a co więcej, nikt w historii nie zdobył tego pucharu dwa razy z rzędu oprócz „Królewskich”. Dokonali tego i to trzy razy, a nie dwa razy z rzędu bowiem w latach 2016-2018. Ale mecz ze Stade Reims o pierwszy tytuł, wcale nie był spacerkiem po usłanej ścieżce. Real w tym meczu już po sześciu minutach przegrywał za sprawą Michaela Leblonda i to nie był koniec kłopotów drużyny z Madrytu, bo w 10. minucie po błędzie hiszpańskiego bramkarza Juana Alonso, Real przegrywał 2:0.

Jednak cztery minuty później kontaktową bramkę zdobył Alfredo Di Stafano. W 30. minucie do wyrównania doprowadził Hector Rial, lecz pomimo tego Francuzi nie przestraszyli się i po przerwie, w 62. minucie, Michel Hidalgo znów wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie. Mecz można było nazwać „meczem szybko padających bramek”, ponieważ w 67. minucie do kolejnego wyrównania (tym razem na 3:3) doprowadził Marquitos. W 79. minucie padła ostatnia bramka dająca prowadzenie i tym samym okazję sięgnięcia po puchar przez „Los Galacticos”, a dokonał tego po raz drugi w tym spotkaniu Hector Rial. Teraz niech starsi kibice sobie przypomną, jak to kiedyś było, a ci młodsi niech zobaczą, jak to kwyglądało.

Ciekawostki

Zawody rozgrywane były na stadionie Parc des Princes w Paryżu, gdzie dziś swoje mecze rozgrywa rzecz jasna Paris Saint-Germain. W tym meczu w Realu Madryt zagrało wtedy dziewięciu Hiszpanów i dwóch Argentyńczyków w pierwszym składzie, natomiast w Stade Reims na boisko wyszli sami Francuzi. To był pierwszy artykuł z nowej serii „Kartka z kalendarza”, następna natomiast pojawi się już za tydzień, na którą już dziś serdecznie zapraszamy. Przypominamy, że  pierwsza kolejka Ligi Mistrzów startuje już dziś!

 

Tagi: , , , , ,

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o